Kiedy zaczął mówić, nic nie mogło go powstrzymać. Potok słów płynął nieprzerwanie, zalewał uszy zgromadzonych poniżej ludzi. Ich oczy najpierw zaciekawione, zmieniały pomału wyraz. Zainteresowanie zamieniło się w konsternację, potem na chwilę pojawił się bunt, chęć zareagowania, a potem już tylko smutek.
Świat, który rysował przed nimi odbierał im nadzieję. Nie zauważał tego, ciągnął dalej, zapatrzony w siebie. Zawieszał most pomiędzy utraconą szansą przeszłości a ciągle oddalającą się przyszłością. Teraźniejszość dla niego nie istniała, przysłonięta mocnym stelażem niemożliwego.
Tłum zaczął się rozchodzić, szukając jeszcze jakiejś nadziei dla siebie.
Straszny człowiek został sam.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz