Chciałabym być zbilansowaną formą szaleństwa i normalności, z których jestem zbudowana. Nic z tego. Szalki wychylają się ciągle w jedną lub drugą stronę.
Balansuję między nudą a adrenaliną, która zżera moje wnętrzności niczym trucizna. Świat zmienia się: raz stoi otworem i kusi możliwościami, raz zamyka mnie w betonowych ścianach samotności, odbierając chęci do życia. Zazdroszczę innym zrównoważonych reakcji, emocji odpowiednich do przyczyny, wyważonej ekscytacji chwilą, zdarzeniem, przeżyciem.
To co widzę, czuję, czego doświadczam... Czasem wcale się nie wydarza. Nagle wzbiera we mnie fala, poddaję się jej, chociaż nie wiem skąd przypłynęła. Nie dzielę tego z nikim, wszystko toczy się w moim wnętrzu. Bodźce pochodzą ze środka, bodźce dopadają z zewnątrz. Tylko reakcja pozostaje niewiadomą.
Chciałabym być zbilansowaną formą szaleństwa i normalności, z których jestem zbudowana. Mieć nad nimi jakąś władzę. A jednak bez znaczenia, po której stronie świadomości dziś się obudzę, nie wybrałam sobie tego sama.
Cherry Creates
niedziela, 22 listopada 2015
wtorek, 24 lutego 2015
Podróż przez dziesięciolecia
W dniu urodzin zadałam sobie pytanie: dwudzieste czwarte czy czterdzieste drugie? Zdecydowanie wybieram
swój obecny stan
licznika. Porównując się dziś, do tej z przeszłości, nie mam żadnych wątpliwości.
Właściwie nigdy
specjalnej wagi do urodzin nie przywiązywałam. Stresowały mnie tylko tzw.
grube kreski. W jakiś irracjonalny
sposób stanowiły przejście do zupełnie innego wymiaru.
Muszę przyznać, że coś w tym jest. Lata
pomiędzy dziesiątkami oceniam jak
spokojny dryft, bez stresu i bez patrzenia na liczbę.
Czterdziestka była
dla mnie najbardziej wyjątkowa.
To prawdziwa gruba krecha i jeśli
ktoś nie jest na
to gotowy, może
odczuć frustracje.
Ja czułam
ciekawość i
nadzieje. Po latach walki z samą
sobą mogę wreszcie powiedzieć - jestem tu i teraz
i lubię siebie.
Okazuje się,
że to co pewnie
wielu uzna za banał,
to prawdziwy sens życia.
Polubić siebie
tak naprawdę, do
końca, powinno
być naszym celem
od najmłodszych
lat. Szczególnie
dotyczy to kobiet. Mamy w sobie jakiś
szczególny
brak wiary we własne
siły.
Potwierdzenia własnej
wartości szukamy
na zewnątrz, a
tam różnie bywa.
Jeśli odbijemy
się w niewłaściwym lustrze, obraz
skrzywi się na
lata i będziemy
cierpieć.
Dlatego najlepszym sposobem jest przyglądanie
się sobie własnymi oczami.
Brak pewności
siebie dotyka nas często
na różnych
obszarach. Chyba najczęściej
dotyka nas brak akceptacji swojego wyglądu.
Ileż to
lat walczyłam z
tym jak wyglądam.
I wcale nie chodziło
o jakieś drobiazgi,
które można ewentualnie łatwo zmienić. Nie, nie, mi nie
podobała się całość. Często wyobrażałam sobie, że jestem kimś kompletnie innym,
zupełnie inaczej
wyglądam i ze
swojej obecnej fizyczności
nie zabieram dalej nic. Przy takim podejściu
o żadnej, nawet
najmniejszej akceptacji nie mogło
być mowy. Nie
mogło też być mowy o byciu szczęśliwym. Otoczenie mogło dwoić się i troić, chwaląc i komplementując. Łatwiej było uwierzyć w złośliwą krytykę. To właśnie ona pasowała do tego, co sama o
sobie myślałam.
Któregoś dnia, kiedy przeglądałam swoje stare zdjęcia, stwierdziłam ze zdziwieniem, że podobam się
sobie na jednym z nich. Przypomniałam sobie ten moment i swoje odczucia.
Wiedziałam, że wtedy, gdy je wykonano, byłam
z siebie bardzo nie zadowolona.
Takich chwil zdarzyło
mi się w życiu więcej. Zaczęłam to rejestrować i zastanawiać się nad tym. Zrozumiałam, że ja to ja, tylko w
chwili w której żyje, nie umiem siebie
zaakceptować, a później
sięgam do zdjęć z tego okresu i
okazuje się, że się sobie podobam.
Sposobem, jaki na to znalazłam
było oddawanie
się częściej w objęcia obiektywu. Im częściej oglądałam swoje zdjęcia tym mocniej
poznawałam swój wygląd, a nie tylko własne przekonania na
jego temat. Początki
budziły opór, jednak rozwój polega na
wychodzeniu ze swojej strefy komfortu. I chociaż
to boli, przynosi efekty.
A efekt jest taki, że
dziś mogę ze spokojem wyjść na ulice bez lęku. Wiem jak wyglądam, lubię to jak wyglądam i nie muszę utwierdzać się w oku każdego przechodnia. Co
za luz, co za ulga. Spróbujcie,
nie traćcie
kolejnych lat życia
na niezadowolenie. A za tym luzem i zadowoleniem idą kolejne dobre rzeczy, bo ta akceptacja
wyglądu pociąga za sobą akceptacje siebie.
Siebie jako osoby.
Dlatego tak sobie cenię
wiek w którym
jestem, bo dał mi
tyle swobody i wolności
w działaniu. Nie
muszę już oglądać się na innych, szukać w nich poparcia dla
każdego pomysłu. Nie jestem też
swoim surowym sędzia.
Mogę być dla siebie równie dobra i
wyrozumiała, jak
dla innych. Mogę być dla innych bardziej
wyrozumiała niż dotąd, bo ogólnie jestem łagodniejsza i mam większy dystans do wszystkiego.
Polecam zatem wszystkim, żeby
tak całkiem szczerze
pomyśleli o
sobie w dobry i ciepły
sposób, żeby prawdziwie
polubili to kim są,
uśmiechnęli się do siebie i
zobaczyli ile uśmiechu
dostaną od świata w zamian.
Bo świat
jest jaki jest, inna kwestia to jak go widzimy... I jak widzimy siebie :)
fot. Kasia Stawarz
środa, 21 maja 2014
Pole
Pole jest po drugiej stronie drogi. Zwykłej, nawet niezbyt dziurawej krajówki. Pole to wybawienie. Każdego dnia idziemy tam z psem, żeby poczuć, że żyjemy. Ten sposób należy do psiego świata, ale pożyczyłam go, kiedy ludzki świat przestał wyglądać zgodnie z tym wszystkim, czego mnie zawsze uczono.
I tak sobie trwałyśmy na tym polu. Przechodziły pory roku, zmieniała się pogoda, zboże rosło i dojrzewało. Natura działała jak trzeba, czułam normalność i spokój płynące z tego niezachwianego porządku.
Częściej jednak niż na polu przebywałam w szarej rzeczywistości. Coraz dziwniejszej i bardziej przytłaczającej. Tu nie działały żadne znane mi reguły. Nie było harmonii dającej wytchnienie. Ludzie nie byli ludzcy, praca nie dawała satysfakcji, życie nie dawało żyć, a słowo sprawiedliwość okazało się być tylko pustym frazesem.
I nagle stało się najgorsze. W obraz pola zaczęły wkradać się elementy niepokojące. Pierwszy człowiek po prostu szybko minął mnie obrzucając złym wzrokiem. Pomyślałam, że to przecież normalne, tędy też mogą czasem przechodzić ludzie, zmierzający swoją drogą do celu. Ale potem na skrajach polnych ścieżek pojawili się kolejni. Stali parami bez celu. Udawali, że rozmawiają, gestykulowali rękami, kiedy na nich patrzyłam, ale zaraz potem zastygali w bezruchu. Aż któegoś dnia wyjście z pola zagrodził mi kolejny człowiek. Z dystansu ocenił, którą ścieżką zamierzam wracać i ustawił się na jej końcu czekając. Nie chcąc go mijać skręciłam w kolejną ścieżkę, ale on nagle obudzony ze swojego letargu ruszył ku mojej nowej opcji ratunku.
Nie miałam wyjścia, musiałam go minąć. Mówił coś, ale nie rozumiałam o co mu chodzi. Wiedziałam tylko, że ostatni bastion został zaatakowany. Nie było ucieczki. Szaleństwo świata dotarło tutaj wraz ze mną.
I tak sobie trwałyśmy na tym polu. Przechodziły pory roku, zmieniała się pogoda, zboże rosło i dojrzewało. Natura działała jak trzeba, czułam normalność i spokój płynące z tego niezachwianego porządku.
Częściej jednak niż na polu przebywałam w szarej rzeczywistości. Coraz dziwniejszej i bardziej przytłaczającej. Tu nie działały żadne znane mi reguły. Nie było harmonii dającej wytchnienie. Ludzie nie byli ludzcy, praca nie dawała satysfakcji, życie nie dawało żyć, a słowo sprawiedliwość okazało się być tylko pustym frazesem.
I nagle stało się najgorsze. W obraz pola zaczęły wkradać się elementy niepokojące. Pierwszy człowiek po prostu szybko minął mnie obrzucając złym wzrokiem. Pomyślałam, że to przecież normalne, tędy też mogą czasem przechodzić ludzie, zmierzający swoją drogą do celu. Ale potem na skrajach polnych ścieżek pojawili się kolejni. Stali parami bez celu. Udawali, że rozmawiają, gestykulowali rękami, kiedy na nich patrzyłam, ale zaraz potem zastygali w bezruchu. Aż któegoś dnia wyjście z pola zagrodził mi kolejny człowiek. Z dystansu ocenił, którą ścieżką zamierzam wracać i ustawił się na jej końcu czekając. Nie chcąc go mijać skręciłam w kolejną ścieżkę, ale on nagle obudzony ze swojego letargu ruszył ku mojej nowej opcji ratunku.
Nie miałam wyjścia, musiałam go minąć. Mówił coś, ale nie rozumiałam o co mu chodzi. Wiedziałam tylko, że ostatni bastion został zaatakowany. Nie było ucieczki. Szaleństwo świata dotarło tutaj wraz ze mną.
wtorek, 18 lutego 2014
Bez definicji
Kiedy się zaczyna znaczy tak wiele. Kiedy się kończy, często nie rozumiemy, jak mogła znaczyć cokolwiek. Jaka jest waga miłości, czy jest coś takiego jak miłość prawdziwa i czy to prawda, że kto nie kocha sam siebie nigdy nie pokocha drugiego człowieka?
Pytań i wątpliwości wcale nie ubywa z latami doświadczeń. Każda miłość jest inna, przynosi nowe spojrzenie na coś, o czym marzymy od urodzenia. Niektórzy nawet przestają wierzyć, że to prawda, że się zdarza. Niektórzy opłakują utracone uczucia, wierząc, że to właśnie było prawdziwe.
A dla części ludzi przychodzi po prostu taki dzień, kiedy miłość staje na ich drodze i zostaje z nimi, bez żadnych fajerwerków i szarpaniny. Wnosi upragniony spokój i pewność, że właśnie stali się kompletni i szczęśliwi.
Tak wiele oblicz, tak wiele definicji, a każde przeżycie indywidualne. Istota miłości wciąż pozostaje nieuchwytna, a może właśnie taka pozostać powinna. Może jeśli już ją opiszemy, zdefiniujemy, przypniemy określone cechy i przeobrazimy w proces, przestanie się przydarzać?
Niech zatem pozostanie cudowną tajemnicą, która wymyka się definicjom.
Pytań i wątpliwości wcale nie ubywa z latami doświadczeń. Każda miłość jest inna, przynosi nowe spojrzenie na coś, o czym marzymy od urodzenia. Niektórzy nawet przestają wierzyć, że to prawda, że się zdarza. Niektórzy opłakują utracone uczucia, wierząc, że to właśnie było prawdziwe.
A dla części ludzi przychodzi po prostu taki dzień, kiedy miłość staje na ich drodze i zostaje z nimi, bez żadnych fajerwerków i szarpaniny. Wnosi upragniony spokój i pewność, że właśnie stali się kompletni i szczęśliwi.
Tak wiele oblicz, tak wiele definicji, a każde przeżycie indywidualne. Istota miłości wciąż pozostaje nieuchwytna, a może właśnie taka pozostać powinna. Może jeśli już ją opiszemy, zdefiniujemy, przypniemy określone cechy i przeobrazimy w proces, przestanie się przydarzać?
Niech zatem pozostanie cudowną tajemnicą, która wymyka się definicjom.
niedziela, 16 lutego 2014
'73
Najdroższy mój roczniku 73 pozdrawiam Cię, jak co roku życzę Ci wszystkiego najlepszego. Jesteś moim ulubionym rocznikiem, doskonałym i jedynym.
A przeszedłeś całkiem sporo. Już początki były trudne. Zbyt młody by rozumieć nastałeś w ciężkich czasach. W sklepach tylko kolejki, w modzie siermiężnie i ponuro. Również rodzice wcale Cię nie rozpieszczali. Nikt im nie powiedział jak być rodzicami. Hodowali swoje dzieci jak cenne przedmioty, ale nie próbowali ich zrozumieć, zobaczyć w nich człowieka. Rosłeś więc sobie sam, w poczuciu, że coś z Tobą pewnie nie tak, czas mijał, nikt nie wyprowadzał Cię z błędu. W szkole było tak samo. Myślenie miałeś zostawić mądrzejszym. W końcu szkoła wie lepiej, co poeta chciał powiedzieć swoim wierszem, Ty nie wymyślaj jakiś własnych teorii, kuj na pamięć, powtarzaj cytaty, gódź się na poniżenia, bądź marnym trybikiem systemu. Kształć się zgodnie z założeniami, im jesteś starszy tym bardziej podlegaj presji. Nie wybieraj, nie zastanawiaj się, dostosuj swoje życie do ustalonych ram. Lepsi od Ciebie dawno już je wymyślili. Wierz w Boga, bądź hipokrytą, uśmiechaj się i narzekaj, nie możesz w końcu być z niczego zbyt zadowolony. Takie zadowolenie zawsze jest podejrzane. Uczciwy człowiek na pewno znajdzie powód, żeby ponarzekać.
A kiedy dopadnie Cię wiek nastoletniej głupoty, szalej, pij, próbuj życia. Jeśli tego nie zrobiłeś, próżno później szukać okazji. Na swoje osiemnaste urodziny tańcz i daj sobie sklepać tyłek przez przyjaciół. Zabierz pamiątki dzieciństwa w postaci dziwnych, własnoręcznie zrobionych prezentów i zapamiętaj ten moment na zawsze.
Kiedy poczujesz się całkiem dorosły na nic już nie będzie czasu. Praca, dom, przypadkowi przyjaciele, ściśle zaplanowane urlopy, gięcie karku, oddawanie pańszczyzny, kredyty, podatki i cała reszta ograbiająca Cię z tej ciężko wypracowanej dorosłości. Jeśli czasem myślisz, czy tego chciałeś, nagle okazuje się, że nie wiesz czego chciałeś, bo nikt nigdy nie pozwolił Ci się nad tym zastanowić. Kogo to obchodziło? Co miałeś do powiedzenia?' Tkwij w tym co masz i nie myśl za wiele, bo głowa rozboli jak na najgorszym kacu.
Ale nie martw się, przeszedłeś kolejny próg, 40 lat minęło i pozwalam Ci stanąć i zastanowić się czego chcesz. Myśl, nie bój się. Odrzuć cudze przekonania, dokop się do swojego JA, przypomnij sobie kim jesteś, lub dowiedz się tego po raz pierwszy - pozwalam Ci. Pytam Cię jak się czujesz, czy czujesz się oszukany. Nie poddawaj się tej myśli, dałeś radę tyle lat być kim nie jesteś, teraz na pewno stawisz czoło poszukiwaniu siebie prawdziwego.
Pij, myśl, baw się, myśl, rzucaj pracę, myśl, czytaj, myśl, kochaj siebie i myśl, myśl, zrób to samodzielnie. Odwaga jest w Tobie, miłość jest w Tobie, wartością byłeś zawsze i tylko odkryj to w sobie. A ja stanę obok, trzymając Cię za rękę, bo wierzę w Ciebie, kocham Cię - jestem Tobą.
A przeszedłeś całkiem sporo. Już początki były trudne. Zbyt młody by rozumieć nastałeś w ciężkich czasach. W sklepach tylko kolejki, w modzie siermiężnie i ponuro. Również rodzice wcale Cię nie rozpieszczali. Nikt im nie powiedział jak być rodzicami. Hodowali swoje dzieci jak cenne przedmioty, ale nie próbowali ich zrozumieć, zobaczyć w nich człowieka. Rosłeś więc sobie sam, w poczuciu, że coś z Tobą pewnie nie tak, czas mijał, nikt nie wyprowadzał Cię z błędu. W szkole było tak samo. Myślenie miałeś zostawić mądrzejszym. W końcu szkoła wie lepiej, co poeta chciał powiedzieć swoim wierszem, Ty nie wymyślaj jakiś własnych teorii, kuj na pamięć, powtarzaj cytaty, gódź się na poniżenia, bądź marnym trybikiem systemu. Kształć się zgodnie z założeniami, im jesteś starszy tym bardziej podlegaj presji. Nie wybieraj, nie zastanawiaj się, dostosuj swoje życie do ustalonych ram. Lepsi od Ciebie dawno już je wymyślili. Wierz w Boga, bądź hipokrytą, uśmiechaj się i narzekaj, nie możesz w końcu być z niczego zbyt zadowolony. Takie zadowolenie zawsze jest podejrzane. Uczciwy człowiek na pewno znajdzie powód, żeby ponarzekać.
A kiedy dopadnie Cię wiek nastoletniej głupoty, szalej, pij, próbuj życia. Jeśli tego nie zrobiłeś, próżno później szukać okazji. Na swoje osiemnaste urodziny tańcz i daj sobie sklepać tyłek przez przyjaciół. Zabierz pamiątki dzieciństwa w postaci dziwnych, własnoręcznie zrobionych prezentów i zapamiętaj ten moment na zawsze.
Kiedy poczujesz się całkiem dorosły na nic już nie będzie czasu. Praca, dom, przypadkowi przyjaciele, ściśle zaplanowane urlopy, gięcie karku, oddawanie pańszczyzny, kredyty, podatki i cała reszta ograbiająca Cię z tej ciężko wypracowanej dorosłości. Jeśli czasem myślisz, czy tego chciałeś, nagle okazuje się, że nie wiesz czego chciałeś, bo nikt nigdy nie pozwolił Ci się nad tym zastanowić. Kogo to obchodziło? Co miałeś do powiedzenia?' Tkwij w tym co masz i nie myśl za wiele, bo głowa rozboli jak na najgorszym kacu.
Ale nie martw się, przeszedłeś kolejny próg, 40 lat minęło i pozwalam Ci stanąć i zastanowić się czego chcesz. Myśl, nie bój się. Odrzuć cudze przekonania, dokop się do swojego JA, przypomnij sobie kim jesteś, lub dowiedz się tego po raz pierwszy - pozwalam Ci. Pytam Cię jak się czujesz, czy czujesz się oszukany. Nie poddawaj się tej myśli, dałeś radę tyle lat być kim nie jesteś, teraz na pewno stawisz czoło poszukiwaniu siebie prawdziwego.
Pij, myśl, baw się, myśl, rzucaj pracę, myśl, czytaj, myśl, kochaj siebie i myśl, myśl, zrób to samodzielnie. Odwaga jest w Tobie, miłość jest w Tobie, wartością byłeś zawsze i tylko odkryj to w sobie. A ja stanę obok, trzymając Cię za rękę, bo wierzę w Ciebie, kocham Cię - jestem Tobą.
piątek, 24 stycznia 2014
Historia pewnej dziewczynki
Zanim się urodziła jej rola w tej rodzinie była już zdeterminowana. Zdeterminowana przez nieudany związek rodziców, przez ich brak dojrzałości a jednocześnie powiększanie rodziny, chociaż już i tak ledwo trzymali się razem. To właśnie ona miała uratować ten wątły związek. Ojciec powiedział, że zostanie z nimi tylko jeśli tym razem to będzie dziewczynka.
Dzień rozwiązania nadszedł w zimowy poranek. W trakcie jakby zdjęta niepewnością macica zacisnęła się wokół szyi dziecka. Na pierwszy krzyk trzeba było zatem poczekać. Dobrze, że inni nie krzyczeli, bo ciało dziecka pokryte było czarnymi włosami, a mała główka zniekształciła się w łonie i kanały rodne nie naprawiły jej kształtu.
A jednak była to dziewczynka. Włoski z ciałka szybko się wytarły, a główka ciekawie obracająca się na poduszce odzyskała właściwy kształt.
Lata mijały, nie utrwalane na kliszy żadnego aparatu, nie utrwalane na kliszy jej pamięci.
Aż któregoś dnia znajdujemy ją stojącą przed dużym lustrem w ciemnym przedpokoju. Na oko ma już pięć lat. Patrzy na siebie niezadowolonym wzrokiem. Zadziera do góry nóżkę i obserwuje swoje ulubione ciemno czerwone drewniaki. Znów ciało ją zdradziło, stopa urosła i butki są za małe.
Od zawsze czuje to niezadowolenie. Skąd się wzięło - nie pamięta, pamięta za to, że zawsze z nią jest.
Potem już w każdej sytuacji dopatruje się swojej winy, niedopasowania, bycia nie taką jak trzeba?
Nie wie jaka powinna być, ale przecież nie taka jak jest. Inni chyba też to czują. Dzieci trzymają dystans. Wyróżnia się spośród nich wzrostem, czuje się zwalista i zbyt duża.
Ojciec odchodzi pewnego dnia. Rola dziewczynki okazała się nieużyteczna - rodzina się rozpadła. Ojciec oddala się, ważne stają się dla niego inne osoby. Widząc dziewczynkę zawsze znajdzie w niej coś złego. Chociaż już jej nie chce, nie pozwala jej poczuć się lepiej. Nadal jest nie taka jak trzeba.
Nikt nie wyprowadza jej z błędu. Nie mówi, że wszystko z nią w porządku.
W końcu jest już nawet na to za późno. Gdyby teraz usłyszała dobre słowo, nie umiałaby w nie uwierzyć.
Lata mijają, zmiany następują, niezmienny pozostaje jej brak wiary w siebie.
Stroi się, zakochuje, tańczy - a jednak czuje jakby to wszytko nie było prawdziwe.
Kiedy rozumie, że to wszystko jest nieważne, zatrute serce nie umie już siebie pokochać...
Dzień rozwiązania nadszedł w zimowy poranek. W trakcie jakby zdjęta niepewnością macica zacisnęła się wokół szyi dziecka. Na pierwszy krzyk trzeba było zatem poczekać. Dobrze, że inni nie krzyczeli, bo ciało dziecka pokryte było czarnymi włosami, a mała główka zniekształciła się w łonie i kanały rodne nie naprawiły jej kształtu.
A jednak była to dziewczynka. Włoski z ciałka szybko się wytarły, a główka ciekawie obracająca się na poduszce odzyskała właściwy kształt.
Lata mijały, nie utrwalane na kliszy żadnego aparatu, nie utrwalane na kliszy jej pamięci.
Aż któregoś dnia znajdujemy ją stojącą przed dużym lustrem w ciemnym przedpokoju. Na oko ma już pięć lat. Patrzy na siebie niezadowolonym wzrokiem. Zadziera do góry nóżkę i obserwuje swoje ulubione ciemno czerwone drewniaki. Znów ciało ją zdradziło, stopa urosła i butki są za małe.
Od zawsze czuje to niezadowolenie. Skąd się wzięło - nie pamięta, pamięta za to, że zawsze z nią jest.
Potem już w każdej sytuacji dopatruje się swojej winy, niedopasowania, bycia nie taką jak trzeba?
Nie wie jaka powinna być, ale przecież nie taka jak jest. Inni chyba też to czują. Dzieci trzymają dystans. Wyróżnia się spośród nich wzrostem, czuje się zwalista i zbyt duża.
Ojciec odchodzi pewnego dnia. Rola dziewczynki okazała się nieużyteczna - rodzina się rozpadła. Ojciec oddala się, ważne stają się dla niego inne osoby. Widząc dziewczynkę zawsze znajdzie w niej coś złego. Chociaż już jej nie chce, nie pozwala jej poczuć się lepiej. Nadal jest nie taka jak trzeba.
Nikt nie wyprowadza jej z błędu. Nie mówi, że wszystko z nią w porządku.
W końcu jest już nawet na to za późno. Gdyby teraz usłyszała dobre słowo, nie umiałaby w nie uwierzyć.
Lata mijają, zmiany następują, niezmienny pozostaje jej brak wiary w siebie.
Stroi się, zakochuje, tańczy - a jednak czuje jakby to wszytko nie było prawdziwe.
Kiedy rozumie, że to wszystko jest nieważne, zatrute serce nie umie już siebie pokochać...
czwartek, 23 stycznia 2014
Straszny Człowiek
Kiedy zaczął mówić, nic nie mogło go powstrzymać. Potok słów płynął nieprzerwanie, zalewał uszy zgromadzonych poniżej ludzi. Ich oczy najpierw zaciekawione, zmieniały pomału wyraz. Zainteresowanie zamieniło się w konsternację, potem na chwilę pojawił się bunt, chęć zareagowania, a potem już tylko smutek.
Świat, który rysował przed nimi odbierał im nadzieję. Nie zauważał tego, ciągnął dalej, zapatrzony w siebie. Zawieszał most pomiędzy utraconą szansą przeszłości a ciągle oddalającą się przyszłością. Teraźniejszość dla niego nie istniała, przysłonięta mocnym stelażem niemożliwego.
Tłum zaczął się rozchodzić, szukając jeszcze jakiejś nadziei dla siebie.
Straszny człowiek został sam.
Świat, który rysował przed nimi odbierał im nadzieję. Nie zauważał tego, ciągnął dalej, zapatrzony w siebie. Zawieszał most pomiędzy utraconą szansą przeszłości a ciągle oddalającą się przyszłością. Teraźniejszość dla niego nie istniała, przysłonięta mocnym stelażem niemożliwego.
Tłum zaczął się rozchodzić, szukając jeszcze jakiejś nadziei dla siebie.
Straszny człowiek został sam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





