Zanim się urodziła jej rola w tej rodzinie była już zdeterminowana. Zdeterminowana przez nieudany związek rodziców, przez ich brak dojrzałości a jednocześnie powiększanie rodziny, chociaż już i tak ledwo trzymali się razem. To właśnie ona miała uratować ten wątły związek. Ojciec powiedział, że zostanie z nimi tylko jeśli tym razem to będzie dziewczynka.
Dzień rozwiązania nadszedł w zimowy poranek. W trakcie jakby zdjęta niepewnością macica zacisnęła się wokół szyi dziecka. Na pierwszy krzyk trzeba było zatem poczekać. Dobrze, że inni nie krzyczeli, bo ciało dziecka pokryte było czarnymi włosami, a mała główka zniekształciła się w łonie i kanały rodne nie naprawiły jej kształtu.
A jednak była to dziewczynka. Włoski z ciałka szybko się wytarły, a główka ciekawie obracająca się na poduszce odzyskała właściwy kształt.
Lata mijały, nie utrwalane na kliszy żadnego aparatu, nie utrwalane na kliszy jej pamięci.
Aż któregoś dnia znajdujemy ją stojącą przed dużym lustrem w ciemnym przedpokoju. Na oko ma już pięć lat. Patrzy na siebie niezadowolonym wzrokiem. Zadziera do góry nóżkę i obserwuje swoje ulubione ciemno czerwone drewniaki. Znów ciało ją zdradziło, stopa urosła i butki są za małe.
Od zawsze czuje to niezadowolenie. Skąd się wzięło - nie pamięta, pamięta za to, że zawsze z nią jest.
Potem już w każdej sytuacji dopatruje się swojej winy, niedopasowania, bycia nie taką jak trzeba?
Nie wie jaka powinna być, ale przecież nie taka jak jest. Inni chyba też to czują. Dzieci trzymają dystans. Wyróżnia się spośród nich wzrostem, czuje się zwalista i zbyt duża.
Ojciec odchodzi pewnego dnia. Rola dziewczynki okazała się nieużyteczna - rodzina się rozpadła. Ojciec oddala się, ważne stają się dla niego inne osoby. Widząc dziewczynkę zawsze znajdzie w niej coś złego. Chociaż już jej nie chce, nie pozwala jej poczuć się lepiej. Nadal jest nie taka jak trzeba.
Nikt nie wyprowadza jej z błędu. Nie mówi, że wszystko z nią w porządku.
W końcu jest już nawet na to za późno. Gdyby teraz usłyszała dobre słowo, nie umiałaby w nie uwierzyć.
Lata mijają, zmiany następują, niezmienny pozostaje jej brak wiary w siebie.
Stroi się, zakochuje, tańczy - a jednak czuje jakby to wszytko nie było prawdziwe.
Kiedy rozumie, że to wszystko jest nieważne, zatrute serce nie umie już siebie pokochać...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz