Chciałabym być zbilansowaną formą szaleństwa i normalności, z których jestem zbudowana. Nic z tego. Szalki wychylają się ciągle w jedną lub drugą stronę.
Balansuję między nudą a adrenaliną, która zżera moje wnętrzności niczym trucizna. Świat zmienia się: raz stoi otworem i kusi możliwościami, raz zamyka mnie w betonowych ścianach samotności, odbierając chęci do życia. Zazdroszczę innym zrównoważonych reakcji, emocji odpowiednich do przyczyny, wyważonej ekscytacji chwilą, zdarzeniem, przeżyciem.
To co widzę, czuję, czego doświadczam... Czasem wcale się nie wydarza. Nagle wzbiera we mnie fala, poddaję się jej, chociaż nie wiem skąd przypłynęła. Nie dzielę tego z nikim, wszystko toczy się w moim wnętrzu. Bodźce pochodzą ze środka, bodźce dopadają z zewnątrz. Tylko reakcja pozostaje niewiadomą.
Chciałabym być zbilansowaną formą szaleństwa i normalności, z których jestem zbudowana. Mieć nad nimi jakąś władzę. A jednak bez znaczenia, po której stronie świadomości dziś się obudzę, nie wybrałam sobie tego sama.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz